Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samouczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samouczek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2015

Z połyskiem czy bez…? Rzecz o wykańczaniu prac

Czym się różnią prace z modeliny, za które autorzy dostają po kilkadziesiąt, czy nawet kilkaset euro od tych za kilkanaście złotych? Kunsztem i talentem autora, pomysłem, promocją…? Pewnie tak, ale przede wszystkim wykończeniem. I o tym wykończeniu będzie dziś słów kilka.

Na wysoki połysk
Niektórzy artyści z światowej czołówki znani są z tego, że ich prace błyszczą jak lustro i próżno na nich szukać skazy. Pierwsze dwa nazwiska, które przychodzą mi do głowy to Dan Cormier i Carol Simmons, ale takich osób jest zdecydowanie więcej. Na te prace patrzy się z zapartym tchem i ciężko oderwać oczy. Taki efekt osiąga się długotrwałym, żmudnym polerowaniem, o którym opowiem za chwilę. Przynosi ono tym niesamowitsze wrażenie, im drobniejszy jest wzór na powierzchni pracy. Pozwala też osiągnąć spektakularne efekty przy używaniu masy z miką. Wadą polerowania jest to, że sprawdza się tylko na powierzchniach. Nie uda się to na pracach z mnóstwem zakamarków i drobnych elementów.

O tak właśnie prezentuje się wypolerowana praca z mica shift. Broszka by a.m.
Czy są inne metody na połysk? Pewnie powiecie, że lakier. Ci co mnie znają wiedzą, że wyjątkowo nie lubię lakieru. Używam go tylko w dwóch sytuacjach: kiedy zależy mi na lekko szklistym wyglądzie np. zapłakanych oczu lub matowego w sprayu do utrwalania transferów i pudrów. Cóż, mixed media lubią lakier. Niemniej lakieru najlepiej jest używać celowo i „z premedytacją”, tak by dopełniał koncepcji projektu. W przeciwnym razie niestety zdradza amatora. Czasem, zwłaszcza w rzeźbach, lepiej zrezygnować lakieru i nawet zostawić odciski palców. Według Christie Friesen dają one „interesujące satynowe wykończenie” ;-) Inna sprawa, że takie postępowanie odbiera szansę na karierę włamywacza…

Trzecia metoda to zalanie pracy resinem. Na resinach znam się nieco słabiej, ale kilka razy pracowałam z utrwalanym lampą UV. Resin tworzy wrażenie podobne do żywicy epoksydowej. Wygląda jakby praca została zalana szkłem. Efekt może być znacznie szlachetniejszy niż w przypadku lakieru, wymaga natomiast nieco nakładów.

O papierach ściernych, szlifowaniu i polerowaniu
Mówiłam już o szlifowaniu na wysoki połysk. Ale szlifowanie modeliny to znacznie szerszy temat. Spójrzmy więc na niego od strony technicznej. Z czego korzystać, a z czego nie?

Modelina jest relatywnie miękkim materiałem. Niestety więc nie ma możliwości korzystania z większości urządzeń, które ułatwiają pracę przy innych mediach. Nie dawałyby wystarczającej kontroli nad efektem. Łatwo byłoby przedobrzyć. Nawet wiercąc dziurki wolę wziąć ręczną wiertareczkę niż elektryczną miniwiertarkę. Wszystko zaczynamy od papierów i gąbek ściernych. Koniecznie na mokro, bo oddychanie pyłem polimerowym nie jest najzdrowszym pomysłem. Lepiej pracę przesuszyć przed kolejnym etapem pracy, niż wdychać chemię. A tak przy okazji ostrzegam, że to dość brudny proces. Otrzymanie klinicznie czystych prac wymaga sporo babrania się w wielobarwnym błocie.

Jeśli pracy trzeba nadać określony kształt to żeby się nie przemęczyć zaczynamy od grubego papieru. Ja sięgam po 120 i pracuję z nim tak długo, aż kształt mnie zadowoli. Potem idzie 220 do momentu, kiedy praca wydaje mi się gładka. Kolejny etap to 400 i ten jest kluczowy. Papieru tej grubości kupuję 2-3 razy tyle co wszystkich innych. To wartość graniczna. Wszystkie papiery grubsze (w tym 100, 120, 220...) „kaleczą” pracę. Na pracy zostają po nich wyraźne rysy, które trzeba potem zeszlifować. Wszystkie cieńsze (600, 800, 1000 …) zdejmują znacznie mniej materiału i pracuje się nimi wolniej. 400 to właśnie moment, kiedy trzeba usunąć wszystkie pozostałe rysy i nierówności. Powiedzmy otwarcie – to też najżmudniejszy etap procesu. Od tego momentu gładkość testuje się wyłącznie palcami, bo oko nie wyłapie wszystkiego wystarczająco dobrze – ani na suchej pracy, ani tym bardziej na mokrej. Jeśli po tej grubości palce mówią „jest dobrze” przeszlifowujemy jeszcze koniecznie 600 i 800 za każdym razem do momentu, gdy pod palcami wszystko wydaje się idealnie gładkie. To pozwoli otrzymać elegancko wykończoną powierzchnię, bez odcisków palców, nierówności i pęknięć. Kolejne grubości to kwestia osobistego wyboru. 800 może wystarczyć, a czasem „idzie się w górę” aż do 3600.

Nie łudźcie się, takiego kształtu nie da się przy tak delikatnej formie uzyskać bez  papieru ściernego. Pierwotny produkt był mocno kanciasty. Opłaciło się! Jest w pełni opływowy i cudownie leży na palcu.
Pierścionek by a.m.

Jeśli szlifujemy powierzchnię, która od początku była gładka - np. prosto z maszynki, jako płat prosto spod noża, albo spod gilotyny - możemy śmiało zaczynać od papieru 400.

Co o ścieraniu trzeba jeszcze wiedzieć? Zarówno papier, jak i pracę najlepiej jest systematycznie moczyć, a przynajmniej zmieniając grubość papieru zmieniać wodę. Papiery zużywają się i po kilkunastu minutach nie są już tak wydajne. Dlatego arkusze dzielę na małe prostokąty i na wszelki wypadek wszystkie je podpisuję z tyłu wartością grubości. To pozwala optymalnie wykorzystać każdy skrawek. Trzeba też pamiętać, że działanie materiału ściernego polega na żłobieniu mikrorys. Jeśli chcemy więc zetrzeć nierówność, trzeba zwalczyć chęć przeciągania papieru zawsze w tym samym kierunku. Kierunek tarcia musi się co jakiś czas zmieniać.

Na rynku jest też kilka „bajerów”, z których korzystają modeliniarze. Pierwsze to już dostępne w Polsce - choć drogie - sand blastery 3M (ok. 35 zł za 3 arkusiki). To cienkie, giętkie gąbki z naniesionym materiałem ściernym. Są dużo trwalsze od papierów i niezastąpione przy nadawaniu kształtu i gładkości skomplikowanym bryłom. Ja cenię sobie zwłaszcza te najgrubsze. Polecane są też gąbki ścierne 3M jako bardzo trwałe. Drugi koniec skali to mikromesh. Materiał ścierny może być naniesiony również na tkaninę. W tym przypadku dotyczy to najcieńszych „gładzideł” (1500, 3600, 7200 itd.). Zostały wymyślone do szlifowania szyb samolotowych i pozwalają osiągnąć baaaaardzo gładkie wykończenia. Cóż, spróbowałam i ja nie widzę takiej potrzeby. Gdyby jednak ktoś miał inną opinię, mówi się, że dodanie do wody kropli płynu do mycia naczyń bardzo ułatwia pracę z micromesh.

Po 800-setce czas na decyzję. Może być dobrze wykończony mat, o którym za chwilę lub lustrzany połysk. Lustrzany połysk osiągamy po raz pierwszy sięgając po maszynerię. Kluczem jest koło polerskie z bawełną. Zwykle montuje się je do specjalnej polerki. Ja kupiłam samo koło i po lekkim przemontowaniu jakiejś końcówki do szlifowania, zamontowałam do miniwiertarki. Sprawdza się świetnie. Koła polerskie są do dostania już za kilkanaście złotych na serwisach aukcyjnych i w sklepach z zaopatrzeniem dla jubilerów. Większe koła dają szybsze obroty i trochę szybsze szlifowanie.

Jakby kto nie wiedział - sandblastery i koła polerskie

 Koło w czasie pracy jest miłe w dotyku i delikatnie podkładamy pod nie pracę, przesuwając „włoski” po powierzchni. Jeśli po przeszlifowaniu zobaczymy skazy np. rysy lub nierówności, trzeba się cofnąć do szlifowania papierem ściernym. Koło polerskie nie wybacza niedokładności. Jeśli „nie zamknie się” wcześniej szpary, raczej nic już nie pomoże. Szlifujemy tak długo, aż praca stanie się lustrzana. A jeśli ten efekt nam się nie spodoba, zawsze można wrócić do matu przeszlifowując najcieńszym możliwym papierem. Trzeba tylko dbać o bezpieczeństwo. Włosy wkręcone w koło mogą błyskawicznie pozbawić skalpu, a łańcuszek udusić. Lepiej zdjąć biżuterię i związać włosy.

Połysk może po jakimś czasie stracić siłę, zwłaszcza pod wpływem tłuszczu z rąk. Wówczas najszybszą metodą reanimacyjną jest szybkie przepolerowanie o dżinsy. Tak, tak. Prawdziwy modeliniarz nawet spodni nie wybiera przez przypadek! Nada się też koszula flanelowa, ale już nie tak dobrze. Mniejszy opór.

Mat też może być w cenie
Filigranowe wzory i mika w wysokim połysku zachwycają. Ale czasem praca wykończona na wysoki połysk, tak samo jak przy lakierze, wygląda okropnie plastikowo. Z kolei po samym papierze ściernym, nawet bardzo drobnym prace wyglądają wprawdzie porządnie (bez odcisków palców i skaz), ale na nieco zszarzałe. Co zrobić? Matową pracę warto lekko natłuścić. Absolutnie genialny do tego jest silikon do nabłyszczania karoserii samochodowych np. Armoral. Za butelkę zapłaciłam ok. 30 zł i po dwóch latach mam ciągle wrażenie, że starczy jeszcze na całe wieki. Na polskich serwisach aukcyjnych specyfik chodzi za kilkanaście złotych. Podobno sprawdza się też olej silikonowy. Jego przecena w czeskich Lidlach na wiosnę ubiegłego roku spowodowała pospolite ruszenie za naszą południową granicą. Szlif plus trochę Armoralu i mamy profesjonalny mat z nasyconymi kolorami. Jeśli nie szlifujecie w ogóle i tak warto skorzystać z Armoralu. Generalnie zabezpiecza i poprawia kolorystykę.

Tak właśnie prezentują się zmatowione gąbką prace.
Korale by a.m
.
A jeśli ktoś, robiąc coś innego niż rzeźba, czy figurki nie ma ochoty zasuwać z papierem ściernym? Jeśli praca ma skomplikowany wzór lub fakturę, niedoskonałości pewnie się ukryją. Zwłaszcza jeśli brzegi są równe, cięcia dokładne, a projekt nieprzypadkowy. Kolejna opcja to wykończenie celowo „na chropowato”. Można to zrobić ostukując pracę szczotką. Przy okazji pozwoli ona się pozbyć ewentualnych bąbli powietrza. Można też odcisnąć fakturę papieru ściernego. Uwaga tylko na drobinki materiału ściernego, zwłaszcza grubego, które mogą się przykleić do pracy. Ja osobiście najbardziej lubię korzystać z grubych, twardych gąbek. Może być gąbka antycelulitowa, albo taka ze sklepu budowlanego. Inwestycja na jakieś 3 zł, a porządne wykończenie np. korali dostajemy w minutę. Gąbki pozwalają też z pomocą farby akrylowej łatwo imitować niektóre kamienie. Efekt nie tak spektakularny jak przy szlifowaniu, ale takich prac można się już nie wstydzić. Zwłaszcza jeśli dobrze wykończone są ze wszystkich stron.

Czym modelina być może i czym nie jest na pewno

Jak wspominałam są tacy, którzy nie lubią modeliny, która w oczywisty sposób wygląda jak plastik. A modelina przecież jest de facto plastikiem. Dlatego warto wykorzystywać efekty, gdzie coś ona przypomina – kamień, drewno, kość, metal, szkło, tkaninę, skórę – ale nie starać się w tym być za dosłownym. To cudowny materiał, który pozwala osiągnąć niemal wszystko, o czym się zamarzy, ale czasem nie warto kopiować za dokładnie. Czasem zarzuca się modelinie, że jest mniej szlachetna niż materiały naturalne. Sposobem na zneutralizowanie tego odczucia jest właśnie idealne wykończenie z wykorzystaniem skojarzeń z innymi materiałami, ale bez powielania dokładnie ich wyglądu. A idealne wykończenie to oprócz technik wykończeniowych, dbałość o tyły, spody, ramki i wszystko to czego nie widać na pierwszy rzut oka. W końcu nie zakłada się podartych rajstop do sukni balowej...

środa, 19 listopada 2014

Techniki - lepienie

Modelina jak już wiele razy pisaliśmy jest wszechstronnym materiałem, w bezmiarze form i środków wyrazu mamy najczęściej do czynienia z  tzw lepieniem.
Nic złego w tym że lepienie jest takie powszechne i popularne do stworzenia rzeźby potrzeba talentu wiedzy o proporcjach, umiejętności odwzorowania rzeczywistości  oraz dobrych chęci i samozaparcia.
Rzeźbienie w modelinie jest pokrewne do rzeźbienia w glinie i jest swego rodzaju odwrotnością rzeźbienia w drewnie lub w kamieniu gdzie kolejne warstwy materiału musimy "zdjąć" z obrabianej bryły i dobrze zaplanować co gdzie i dlaczego.
 Natomiast rzeźbiąc w modelinie postępujemy dokładnie odwrotnie, tego właśnie wymaga od nas ten materiał, nakładamy warstwy i zdejmujemy jeśli efekt nie wzbudził naszego zadowolenia.
 Dodatkowo przyjazną cecha modeliny jest to że można projekt poddawać utwardzeniu pomiędzy kolejnymi etapami pracy co poprawia komfort pracy i daje poczucie bezpieczeństwa.
Złożone projekty można wypalać wielokrotnie a utwardzone poddawać szlifowaniu jeśli zdarzy się błąd bądź zmieni się nam w międzyczasie koncepcja.
Lepić możemy wieloma kolorami co daje nam niesamowite możliwości lub działać w na bazie jednego koloru.
Jednym ze sposobów lepienia dużych form i figurek jest użycie wewnętrznego stelażu.
 Co to takiego?...to lekka konstrukcja z drutu papieru taśmy papierowej bądź z foli aluminiowej którą umieszczamy wewnątrz projektu. Konstrukcja taka pomaga w nadaniu kształtu, usztywnia i zdecydowanie ułatwia pracę a jednocześnie oszczędza materiał.

Etapy pracy nad niewielka stojącą figurka morskiego konika najlepiej zilustruje tutorial.


 Potrzebne materiały

 Pracę nad dużą figurką zaczynamy od stelażu z drutu hobbistycznego Nadajemy mu wielkość i przybliżony do wyjściowego kształt.. Następnie owijamy stelaż taśmą papierową lub folią aluminiową aby łatwiej nam było formować kształt figurki. Kolejnym etapem jest oklejanie masą i bardziej szczegółowe nadawanie kształtów. To pierwsza część pracy, na tym etapie należy utwardzić masę w piekarniku ( 30 min /120 stopni C).

 Wypalamy najlepiej w pozycji wiszącej. Po ostygnięciu oklejamy kolejną warstwą masy kształtując detale.
 Na tym etapie możemy dodawać bardziej szczegółowe elementy. Obrabiamy figurkę z obu stron delikatnie trzymając ją w dłoni.


 Bardzo pomocne w pracy są odpowiednie narzędzia, palce bywają zbyt duże poza tym pozostawiają linie papilarne ...

 Po zakończeniu modelowania górnej części figurki dobrze jest ponownie utwardzić pracę. Wypalać należy najlepiej w pozycji wiszącej i tu pomocne są druciki stelażu za które można zaczepić figurkę do rusztu w piekarniku. Można wypalać również na leżąco ale prace trzeba wówczas podzielić na prawą i lewa stronę tak aby świeża warstwa nie miała kontaktu z podłożem, mogłaby się odkształcić pod własnym ciężarem i zniszczyć projekt.


Czekamy aż wypiek ostygnie i nakładając kolejną warstwę formujemy dolne partie figurki. Budując stelaż należy pamiętać o pozostawieniu części drutu do połączenia z podstawą, nasza figurka będzie stojąca.
 Doklejamy płetwę grzbietową i modelujemy jej kształt, haczyk widoczny na zdjęciu jest miejscem łączenia z podstawą figurki z podstawa a dodatkowo pomaga nam w wypiekaniu można zawieszać na nim figurkę w trakcie wypalania.

 Ponownie wypalamy jeśli istnieje ryzyko zniszczenia modelowanych powierzchni. Jeżeli nie dodajemy końcowe detale tutaj to pyszczek oraz oko. Jeżeli doklejany element słabo trzyma się powierzchni używamy liquidu jako kleju.

Przechodzimy do tworzenia podstawy. Możemy ją wykonać z jednolitej bryły masy lub uformować stelaż z folii aluminiowej i pokryć go arkuszami masy. Dodatkowo nadajemy podstawie cechy charakterystyczne skały podwodnej wg uznania ukwiały, koralowce lub inne.

 Wypiekamy figurkę i podstawę, czekamy aż ostygnie i przechodzimy do połączenia obu elementów w całość. Najwygodniej jest wkręcić wystający drucik w podstawę użyć w miejscu łączenia liquidu a następnie okleić miejsce styku dodatkową porcją masy dodając inne elementy takie jak listki roślinki, wszystko to po to aby końcowy efekt był bardziej realistyczny.

 Połączone części należy ponownie wypiec.



Na koniec ostudzoną figurkę można podmalować farbami akrylowymi.

I jak wam się podoba ?

Jeśli uważasz ze treść można uzupełnić o dodatkowe informacje napisz do nas !

modelinamojehobby@ gmail .com

pozdrawiam Was z wypiekami :)


poniedziałek, 1 września 2014

Po szóste ... Tutoriale

 Narodzie lepiaczy  i modeliniarzy!


Od jutra zaczynamy odliczanie: do 10 czas nieubłaganie ucieka, a my czekamy na zgłoszenia.
Wprawdzie Linkiz jest bez zdjęć i żeby zobaczyć prace trzeba kliknąć na link, jednak taka forma ma swoje pozytywne strony, bo uczestnicy mogą liczyć na Waszą obecność na swoich blogach.

Po zgłoszeniu wszystkich prac wkleję zdjęcia na stałe w wyzwaniowy post, zostaną dla potomności.

Przypominam, że tym razem jest skromny upominek dla zwycięzcy wyzwania, zatem proszę zakasać rękawki i się nie lenić tylko lepić ;)

http://modelinamojehobby.blogspot.com/2014/08/wyzwanie-drugie.html


A'propos upominków, mamy już fantastyczną sponsorkę, ale o tym w następnym poście już oficjalnie!

A na dzisiaj, w ramach akcji szukamy polskich samouczków, mamy jeszcze ciepły tutek.
Ania zrobiła specjalnie dla Was samouczek, lub jak wolicie tutorial, na wielce oryginalny pierścionek. Oczywiście te techniki możecie użyć do całkiem innych, mniej obślizgłych tworów... :-)

Ukradłam w całości i ta-dam!  Nie zapomnijcie, kto jeszcze nie był, odwiedzić Anię
Dziękuję Aniu :*


Źródło http://pomyslunkiandzi.blogspot.com/2014/08/pierscien-z-bleeeee.html?showComment=1409519195142#c6221687034057540126

Pierścień z... bleeeee.... :-)

Witam was, kochani , po dłuższej przerwie na książki... Wiecie, nie samym lepieniem człowiek żyje, czasem i ducha trzeba zadowolić. No i polenić się też czasem...

Ale wracam z nowymi pomysłami.
Jednym z tych pomysłów jest robienie własnych tutoriali. I nie spodziewajcie się babeczek czy innych wielce popularnych masówek...

Ode mnie dostaniecie całkowicie co innego... ;-)

Jak już pisałam wcześniej, lubię cały czas eksperymentować z technikami, zwłaszcza z tymi domowymi. Nie uwierzycie, ile rzeczy można wykorzystać do robienia tekstur, czy wzorów na polimerze! Ja oczywiście, spróbuję wykorzystać je w całkiem dziwaczny lub zabawny sposób!

Oto mój pierwszy tutek!


Bierzemy kawałek brązowej modeliny z paczki, lub sami dobieramy kolorystykę zbliżoną do koloru gleby. Potem wciskamy ją w bazę pierścienia nadając jej kształt kopczyka, lub może być też na płasko.


Nie uwierzycie, ale zamiast się męczyć narzędziami, można wspomóc się zwykłym granitowym kamykiem! Oczywiście czystym i wyszorowanym!


Ja zrobiłam niewielki kopczyk z dziurką...


Użyłam bazy pierścienia w kolorze srebrnym o średnicy 2,5 cm. Ale podczas pieczenia i tak masa odkleja się od bazy, więc możecie go potem przykleić gdzie wam się żywnie podoba!  :-)

Potem do piekarnika na 15 min, bo potem pójdzie tam jeszcze raz!

Po pieczeniu i wystygnięciu, nakładamy czarną lub ciemno brązową farbę akrylową. Nadmiar jej zaraz ścieramy wilgotną szmatką, coby nie przesadzić. Każdy musi robić to "na oko" najlepiej. Ma przypominać ziemię, ot co!



Potem faza druga, kiedy kopczyk nam schnie...

Rozrabiamy masę na ...rosówki! Glisty, dżdżownice, jak zwał, tak zwał! Możecie też zrobić białe , krótkie robaczki, co wam przyjdzie do głowy!
Moja wersja jest jak zwykle niekonwencjonalna, bo jak wiecie, ja lubię nosić cos innego niż wszyscy!
Tak więc kombinujemy z kolorystyką (i to jest najfajniejsze!) ile wlezie! Moja masa czekała na mnie dwa miechy, bo wtedy miałam zrealizować ten projekt. Rozrobiłam masę i... poszła do worka, bo z czasem nie stałam ! Ja tak mam, spokojnie! :-)

Pamiętam, że do transparentnej dodawałam ciut różu i brązu i chyba pastele suche... Ale to też robię na wyczucie i nie jestem w stanie przedstawić wam przepisu doskonałego. Na bank jest duuuużo transparentnej, bo ma być efekt półprzezroczystego robaczka.
Odrywamy kawałeczki, rolujemy w cienki wałeczek i cieniutką igłą (ja mam igłę długą do frywolitki) robimy wgłębienia na człony dżdżownicy. Staramy się rolować w tył i przód, ale to jak każdy woli.



A tu układamy na kopcu w dowolnej ilości... :-) Pamiętajmy, że kolor się zmieni po wypieczeniu!


Wreszcie powoli idziemy do końca roboty...
Rozrabiamy na czymś (u mnie kapsle po Monte do picia) trochę modeliny w płynie. U mnie to Fimo Liquid. :-)   Dosypujemy startych suchych pasteli i mieszamy. Ja użyłam dwóch czerwieni widocznych na fotce. Potem delikatnie rozprowadzamy po robaczkach, starając się nie upaprać naszej gleby. Polecam wcześniej lekko podociskać robaczki do gruntu, lub w tej fazie podlać trochę samym liquidem, żeby nam nie odpadły podczas noszenia. :-)

I znów do piekarnika, tym razem dałąm na 25 min na 125 st.


Po wypieczeniu i wyschnięciu dobrze jest pomalować błyszczącym lakierem, bo nada to szklistości naszym dżdżowniczkom!

 Po wyschnięciu.... Taaa Daaaa ! Baza gotowa! Jeszcze pozostało nam ją wkleić do bazy lub użyć w innej formie...


 A tu efekt końcowy....





Ładny, prawda?

Jeśli podobają się tego typu tutoriale to piszcie w komentarzach, co jeszcze chielibyście zobaczyć, a ja przemyślę pomysły...

sobota, 23 sierpnia 2014

Po piąte... organizacyjnie i poradniki :)

Mam kilka pomysłów na to, co powinno znaleźć się na naszym blogu.

Chciałabym zrobić podstronę z interesującymi tutorialami. Myślę, że moglibyśmy zacząć od rodziny samouczków i zgromadzić je w jednym miejscu. Oczywiście, nie obejdzie sie bez waszej pomocy.
Muszę wiedzieć co was interesuje.
 
Recenzje to kolejna propozycja...
Mamy bardzo okazałe zasoby polskich recenzji. Nasi blogerzy są bardzo płodni i maja dużo doświadczenia chociaż bywają stronniczy. Osobiście znam kilka blogów na których pojawiły się bardzo wartościowe materialy.
Można tu zrobić kategorie masy, narzędzia i akcesoria.
Z technikami już nie będzie tak łatwo, bo niektóre są objęte prawem autorskim.


Nie wszystko znajdę sama, stąd ogromna do Was prośba... Jeśli obserwujecie blog, na którym jest fajna recenzja, tutorial lub poradnik, proszę o informację najlepiej w komentarzu pod postem.

Jak to widzę ... opis plus zdjęcie oraz link do bloga, strony... To również świetna reklama dla modeliniarzy autorów takich recenzji! Ja ze swojej strony każdorazowo poinformuję autora i zapytam o pozwolenie ...niuanse ;-)
 

Chciałabym także prezentować artystów ze świata ... Ale również wolałabym znać waszą opinię na ten temat i koniecznie propozycje.

Katalin czyli Kasia opracowała kilka cennych poradników
Pozwolę sobie umieścić tutaj najświeższy czyli jak prawidłowo wypalać modelinę.
Poradniki Katalin znajdziesz pod tym linkiem http://katalin-handmade.blogspot.com/p/poradnik.html 

Oto wykaz skopiowany bloga Katalin z aktywnymi linkami
 
Od czego zacząć? Część pierwsza - masy plastyczne
Od czego zacząć? Część druga - narzędzia
Od czego zacząć? Część trzecia - dodatki


Jak uzyskać efekt cieniowanej modeliny?


Jak prawidłowo wypalać modelinę? 

" Zdawałoby się, że temat oczywisty, bo przecież instrukcja wypalania znajduje się na każdej kostce modeliny, ale jednak wciąż budzący wiele wątpliwości. W dzisiejszym poście chciałabym przybliżyć Wam ten temat, oraz uświadomić, jak niezwykle istotny jest to proces.
Hasła "wypalanie modeliny" użyłam nieprzypadkowo. Otóż jest to jedyna możliwość, która gwarantuje uzyskanie najwyższej możliwej trwałości masy termoutwardzalnej. W Internecie możemy spotkać się z tym, że wiele osób gotuje modelinę we wrzącej wodzie. O ile podczas zabawy z dziećmi modeliną szkolną jest to dopuszczalne, to przy pracy z masami profesjonalnymi już nie. Po pierwsze szkoda w ten sposób niweczyć swoją pracę i niszczyć modelinę, a po drugie gdy sprzedajemy swoje dzieła, szkodzić swojej opinii. Modelina utwardzona w ten sposób po prostu jest nietrwała. Poza tym, podczas gotowania bardzo często tworzy się na niej biały osad, kolory mogą blaknąć, a cała praca odkształcać się - modelina w garnku będzie podskakiwać jak jajko, nie trudno więc o uszkodzenia.

Wiemy już, że modelinę wypalamy. Możemy to robić w zwykłym domowym piekarniku. Nie musicie mieć obaw o swoje zdrowie - masy polimerowe są przebadane i nie wydzielają niekorzystnych substancji. Jedyne, co możemy czuć to dość specyficzny zapach, a czasem smrodek gdy modelinę przypalimy :P Całkiem fajnym gadżetem są mini piekarniki, które możemy kupić za ok.100zł. Większość z nich nie posiada jednak gałki do ustawiania temperatury, trzeba więc jej pilnować samemu za pomocą termometru. Chodzą również słuchy o wypalaniu w mikrofali. Ja jednak nie ufam temu urządzeniu i w domu go nie posiadam, także nie mam możliwości sprawdzenia tej opcji.
Masę termoutwardzalną możemy wypalać bezpośrednio na blaszce, gdyż nie będzie do niej przywierać. Jak już wcześniej pisałam, sama korzystam z kafelka, na którym lepię, a po zakończonej pracy po prostu wkładam go do piecyka, bez obaw, że coś mi się zniszczy przy przenoszeniu. Możemy korzystać również papierów do pieczenia, naczyń żaroodpornych, czyli wszystkiego, czego normalnie używamy do pieczenia. 
Przejdźmy do tego, jak ustawić nasz piekarnik.                                                               
Gałkę przekręcamy tak, by działały zarówno grzałka górna i dolna. Pozwoli to na równomierne, obustronne utwardzanie modeliny. Następnie ustawiamy temperaturę. Optymalny zakres to ok. 110-140*C Przy włączonym termoobiegu, temperaturę należy ustawić o 10*C niższą. Warto również zwrócić uwagę na to, że nie zawsze temperatura na gałce równa się rzeczywistej temperaturze w piekarniku, dlatego dla pewności warto sprawdzić termometrem, czy jest ona odpowiednia.
Producent zaleca wkładanie modeliny do uprzednio nagrzanego piekarnika, ja zaś umieszczam ją w chłodnym piekarniku i po prostu dodaję ok. 5-8 min do ogólnego czasu wypalania. Mam wrażenie, że w ten sposób figurki są bardziej elastyczne. Nie wiem, może to kwestia tego, że płynny zmiękczacz zawarty w masie wyparowuje powoli i stopniowo wraz ze wzrostem temperatury. Najczęściej utwardzam masę w 115/120*C Czas wypalania uzależniamy od grubości i wielkości wykonanego projektu, jednak nigdy nie powinien być krótszy niż 20-30min (chyba, że wypalamy projekt etapami, wtedy pierwsze pieczenie może być krótsze, a dopiero przy kolejnych czas wydłużamy). Jak już wcześniej napisałam, pod wpływem temperatury płynny zmiękczacz zaczyna wyparowywać, a cząsteczki PCV zaczynają łączyć się ze sobą, tworząc zwartą strukturę. Przy zbyt krótkim czasie wypalania, całość tej substancji nie zdąży wyparować, a cząsteczki nie połączą się w pełni, przez co po wypaleniu modelina będzie się po prostu łamać, a nawet i kruszyć. Proces wypalania możemy zakończyć na dwa sposoby. Utwardzony przedmiot wyciągnąć z piecyka i  pozostawić do samodzielnego wystudzenia, albo jeszcze gorący umieścić pod strumieniem zimnej wody. Dzięki zahartowaniu, modelina stanie się jeszcze bardziej wytrzymała na uszkodzenia (stracić może przy tym nieco na swej elastyczności) oraz pozbędziemy się mikropęknięć, powstałych podczas pracy.
Przedmioty wykonane za masy termoutwardzalnej z wyższej półki, jak FIMO czy Premo!, mogą okazać się do niczego, jeżeli nie zadbamy o to, by proces wypalania przebiegał prawidłowo. Dlatego zwracajmy większą uwagę na ten etap, a długo będziemy cieszyć się naszymi dziełami :) 
Na koniec zostawiam Wam jeszcze link do filmiku, który nagrałam w zeszłym roku. KLIK Demonstruje on, jak zachowuje się dobrze wypalona modelina. Nawet takie cieniutkie elementy jak nóżki, nie mają prawa się złamać :) "



Myślę, że nikt się nie obrazi, jeśli zacznę od mojego tutorialu.
Temat bardzo na czasie, bo zbliża się już jesień, a samouczek to liść jesienny millefiori.




Jeśli macie opracowane poradniki na swoim blogu bardzo prosze o link w komentarzu. Każde miejsce w sieci które zawiera linki do naszego bloga jest reklamą, popularyzuje właśnie Twoja twórczość i pozyskuje Dla Ciebie nowych Fanów. 

Życzę miłego dnia modeliniarzu :)