Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Z życia wzięte: Polymeranna - foto w błoto...

Czy macie czasem chęć pierdyknięcia aparatem w kąt i wrzeszczenia na cały dom?

Bo ja tak!
I to za często!

Starym aparatem  - źle!
Komórkowym - źle!!!
Nowym - też źle!!!!!!! ( Bo ma zwykłe baterie i padły mi akurat wtedy kiedy nie powinny! )
Dodatkowo totalny brak czasu, żeby tarzać się po rowach i szukać mega super hiper tła!

Nerw, nerw, neeeeeeeeeerw!
Zachciało mi się fotografii, do jasnej Anielki!

No, ale jak ktoś lepi już na jakimś poziomie, to jednak musi to opanować!
Teraz rządzą zdjęcia, a nie to co robimy!!!

Możemy stworzyć niezbyt udany produkt, ale i tak go opchniemy, jak uda nam się go ująć w cudownym klimacie na zdjęciu!
Takie czasy..... Taki świat....
Ech....



Człowiek łazi po podwórku, szuka mchów i paproci do tła, struktur drewna i płócien, bo teraz hit jest na naturę. Ale i tak nam nic to nie da, jak nie znamy się na kadrach i balansach bieli!!!

 Tak naprawdę sprzedajemy wizerunek, coś ulotnego, magię chwili złapaną w aparacie, a nie to, co robimy. To tylko dodatek do tej całej , sztucznej otoczki.

Ile razy kupiłam coś, co naprawdę nie wyglądało jak ze zdjęcia! Mnóstwo!
Ale ludzie lubią taka iluzję.
Nadaje koloru naszemu szaremu życiu, prawda?

Napiszcie, czy wy też tak to odczuwacie???

Żegnam z westchnieniem i rezygnacją...

I ćwiczę dalej, bo co mi innego zostało??? :-)



wtorek, 12 maja 2015

Z życia wzięte: Polymeranna i jej sposoby na porządki

Pudełeczka...
Koooooocham je.... :-)

Małe, duże , średnie... A najlepiej przezroczyste, coby było widać co w środku chowam.
Bo wiecie, ja skleroza jestem straszna! :-)

Przypaliłam psu żarełko. Dobra, powiecie, ale o co tu biega? Co was to?
Ano, że właśnie ma to dużo wspólnego!
Bo sklerotyczny umysł zawiesi się na lepiankach i nic nie czuje wokół ! Zapachu tym bardziej...

Tak więc takie pudełeczka ratują mnie w wielu przypadkach. Widzę, gdzie co jest i mogę sobie przypomnieć, o czym zapomniałam! Tak tak, wiem, brzmi to dziwacznie. ;-)

Ale zobaczcie: kawałki niezużytych kolorów mas, które były rozjaśniane czy w ogóle kombinowane... Przecież już dawno bym o nich zapomniała, gdybym je upchała po workach i rzuciła w otchłań kartonową...
A tak? Kłują mnie w oczy te spiętrzone pudełka, i mówią: Ej, stara, no weź mnie w końcu rozplanuj, bo się tu zeschnę w końcu!
A skąd biorę pudełka?
Więc tak, te okrągłe kupiłam, ale resztę "ukradam" moim pociechom! A tak! Przynoszą ze szkoły w nich marchewki i rzodkiewki, a ja robię cudny recykling... Hi, hi! Te prostokątne są stabilniejsze, dopóki pokrywki im się nie zniszczą i powginają... :-)




Stoją wszędzie.... Brrrr.... Dobrze, że można markerem podpisać!


A ja to potrafię nawet wieżę zrobić jak się rozpędzę...



Tu też już się giba! Ajajaj!!!


Za takimi nie przepadam, bo przegródki są denerwujące. Ale tylko te wyjmowane! Akurat tu są na stałe... Ufff.... Ale i tak źle się wyciąga z nich małe rzeczy...



A takie maluchy wręcz uwielbiam!!!


A wy?

Jak sobie radzicie z pakowaniem, przechowywaniem i przetrzymywaniem swoich skarbów?

czwartek, 16 kwietnia 2015

Z życia wzięte: Kamino70

Pokaż mi swoje plecki... :-)

Nie o Twoje mi chodzi, a o plecki twojej pracy!


No, przód - wiadomo, oczy musi cieszyć i przyciągać wzrok, ale bywa, że biorę w ręce nieco starsze prace i oblewam się rumieńcem ...
A cóż to? Jakieś wądoły, kaniony i kratery   O_o
O, tu się coś przysmażyło, ooo.... a tam się przypsło w innym kolorku ... zgroza!!!

No, ale to jeszcze nie koniec świata, można wszak błędy poprawić.
Jak się do tego zabrać?

Najlepiej zaopatrzyć się w naczynko w stylu "pudełko po cuksach", koniecznie zamykane.
Zakupić w sklepie ze 2-3 paczki sody oczyszczonej, wypełnić owo pudełeczko i  przykryć przykrywką. Jak znam życie, otwarte pudełeczko przy pierwszej okazji wyląduje na podłodze, a my będziemy pomstować na czym świat stoi i kichać. Miałam ci ja kiedyś sodę w foremce do babeczek.... oj działo się ....Aż dostałam takie sprytne, zamykane pudełeczko od mojej przyjaciółki :)

Zaopatrzeni w pudełeczko bierzemy się do rewitalizacji.  :-)

Modelinę można wypalać wielokrotnie, więc doklejenie nowych, surowych elementów nie zaszkodzi w niczym tym wypalonym. Nową warstwę modeliny, którą chcemy przykryć nasze niedoróby, najlepiej dokleić za pomocą liquidu, co da nam gwarancję stałego połączenia.
Oczywiście, najpierw przymierzamy na sucho, czy wszystko pasuje!  Odciskamy teksturę i docinamy na wymiar. Po przyklejeniu na liquid musimy wszystko wygładzić. Zniwelować ostre krawędzie można  ponownie teksturą, gąbką albo nawet szczoteczką.
I teraz poprawioną pracę umieszczamy na pierzynce z sody i wypalamy. Świeżym do góry!!!

Dlaczego w ten właśnie sposób?
Unikniemy odkształceń na przodzie naszego dzieła, to szczególnie istotne, jeśli robimy biżuterię.
Pudełeczko z sodą przydaje się także do wypalania przestrzennych przedmiotów lub koralików.
Soda, nawet jak się przylepi, to można ją spłukać pod wodą. Ot i cała tajemnica!


Przy pracy na bieżąco musimy również zadbać o estetykę naszych prac z tyłu.
Najlepiej tak zaplanować kolejność działań, żeby efekt był równie ciekawy z obu stron.
Sama zazwyczaj na tylnej części umieszczam teksturę lub jakiś skromniejszy wzór, poniżej przykłady.

I powiedzcie mi, że  ''plecki " są nieistotne ;)





A u was jak to działa? Pokażcie nam swoje "plecki"!!!!

poniedziałek, 23 marca 2015

Nowy cykl: Z życia wzięte...

Hello ziomki i ziomalki!

Wprowadzamy nowy cykl postów. :-)
Nazwiemy go: Z życia wzięte, bo takie właśnie ma być.

 Każdy członek zespołu MMH będzie mógł w formie swojego przemyślenia czy też a'la kartki z pamiętnika, napisać coś od siebie prywatnie.
Coś związanego z jego twórczością, lepieniem, kupowaniem czy doświadczeniem z ludźmi. Oczywiście temat oscyluje przy masach. :-)

Forma?
Dowolna... Sztywno, luźno, wesoło, na płaczka...
Jak komu pasi, aby od serca...

Na początek idę ja czyli Ancia:

Jak zaczynałam lepić w zeszłym roku, to poradzono mi, żeby dawać prace na konkursy. Wiecie, Szuflada, Kreatywny Kufer i tym podobne portale mobilizujące do lepszego tworzenia...

Tak więc, pierwszy wybór padł na Kreatywny Kufer i udało mi się nawet wygrać tam za pierwszym podejściem. Nagrodą był bon do sklepu. I tak się zaczęło gromadzenie i kupowanie pierwszych półfabrykatów...

I wszystko fajnie by było, gdyby nie takie super fajne niespodzianki:

 Poczerniałe bigle...

 Miedziany nalot...

 Odbarwienia...

 Nalot przy łączeniach...




Dodam, że nie lubię tego typu koloru. Wolę mosiądz, bo nie przebarwia się i nie uczula mnie.
Kolor srebrny z nalotami, he,he...
Nie , serio. Żeby leżało w pudełku, nie ruszane i takie cuda???
A jak komuś zrobić prezent, np ulepić coś fajnego, a potem umrzeć ze wstydu?
Bo ktoś pokaże: -Zobacz, Ania, coś ty mi dała....
No masakra!
Już teraz z góry przepraszam wszystkich, co ode mnie dostali cokolwiek z tymi półfabrykatami!!!
WYBACZCIE !!!

Wiecie, początki są zawsze skromne, kupujemy metale, nie srebro, bo ćwiczymy i obserwujemy nasz rozwój...

A te bigle ze zdjęcia były zapakowane w woreczku z kolczykami Ogrodniczkami. Czyli wiem już, że na pewno nastąpiła reakcja z masą polimerową. Bo w pudełku mam czyste bigle i nic im nie jest...

Piszcie do nas, co wy zauważacie przy swoich zmaganiach z lepionymi rzeczami, może stworzymy bazę produktów które nie nadają się do łączenia z masami i w ten sposób unikniemy kosztów...

Pamiętajcie jednak, że to nie znaczy, że produkt zawsze jest zły. Tylko, że w połączeniu z masą zachodzą reakcje chemiczne. Albo jest z Chin... ;-)

Tak że ja zakańczam pracę z biżu, biżu, chyba że dla siebie... Czasem zrobię coś dziwacznego, spokojnie, ale już teraz się poważnie zastanowię, na czym umieszczam swoje pokręcone mini dzieła...

Czekam na wasze opinie i komentarze...
Polymeranna